ME Hamar - sprawozdanie kapitana ekipy
W dniach 16 – 18 marca odybły się w Norweskim Hamar Mistrzostwa Europy w Sprincie i Srednim Dystansie European Sleddog Racing Associtation. Ze względu na dwukrotnie przełożony termin i niezbyt dogodną lokalizację (aby wjechać na teren Skandynawii konieczne są specjalistyczne badania psów, które trzeba wykonać z pewnym wyprzedzeniem), zawody odbyły się właściwie w kameralnej atmosferze. Na liczebność startujących na pewno wpłynęło też oddzielenie dyscyplin „nordic” – skijoringu, combined i sztafety – które rozgrywały się w tym samym terminie w oddalonym o 200 km Skåbu. Bynajmniej nie oznacza to jednak, że zawody były słabo obsadzone – pierwszego dnia wystartowało 70 zawodników z 12 krajów – sami najlepsi!
Gdy dojechaliśmy na teren wyścigów, zaskoczyła nas prawie wiosenna (jak na Norwegię) aura. W samym mieście Hamar śniegu praktycznie nie było, a temperatura w godzinach wieczornych sięgała prawie 10 stopni! Na szczęście zawody odbywały się kilkanaście kilometrów od miasta i dobrych kilkaset metrów wyżej, na terenie szkoleniowym Hamar Trekkhundklubb – organizatora imprezy. Do dyspozycji było kilkadziesiąt kilometrów porządnie przygotowanych tras, na których okrywa śnieżna sięgała kilkudziesięciu centymetrów.
W czwartek wieczorem zjechaliśmy do centrum Hamar, aby wziąć udział w ceremoni otwarcia, która odbyła się w nowoczesnym budynku ratusza. Całość przygotowana była bardzo profesjonalnie - po krótkim wstępie ze strony organizatorów zastępca mera Hamar pokazał prezentację multimedialną o mieście i jego infrastrukturze sportowej (częściowo przygotowanej na potrzeby igrzysk olimpijskich w Lillehammer), zapraszając zawodników do ponownych wizyt. Po części oficjalnej, przy lampce bezalkoholowego szampana i poczęstunku, mieliśmy możliwość nawiązać nowe i odświerzyć stare znajomości z kolegami z innych krajów.
Po wiosennej czwartkowej pogodzie pierwszy dzień zawodów przywitał nas porannym mrozem. Nawierzchnia trasy, nadtopiona wieczorem, zamarzła i zamiast miękkiego, ciężkiego śniegu, którego wszyscy się spodziewali, trasa była zmrożona, pokryta nieprzyjemnymi dla psich łap ostrymi grudami. Od rana panowało więc niezłe zamieszanie – ściągano założone wieczorem na ślizgi smary i dobierano nowe, a większość zawodników ubierała psy w odpowienie buty. Trasa, jak można było się spodziewać, była niezwykle szybka, do tego kręta i wymagała od startujących dobrej techniki jazdy. Na szczęście była dobrze oznakowana i przygotowana. Średnie prędkości odpowiednie do warunków - wśród najlepszych wahały się od ok 25km/h w średnim dystansie do 33km/h w klasie 4 psów. Najlepszą lokatę wśród ekipy polskiej uzyskał po pierwszym dniu Michał Świderski w klasie sprint 4 psy, który uplasował się na 10 miejscu. Wszyscy nasi zawodnicy zmieścili się w limicie czasu i zakwalifikowali do finału. Mimo, że prognoza podgody zapowiadała na noc i ranek opady śniegu, niestety sobota okazała się również mroźna i bezśnieżna. Kilka załóg nie wystartowało drugiego dnia - można się tylko domyślać, że przyczyną były pokaleczone psie łapy. Po drugim dniu czołowe pozycje wciąż obsadzone były przez faworytów (Uwe Radant w klasie 4 psów, Hege Ingebritsen 8 psów czy Rudi Roperts w klasie nielimitowanej), jednak pojawiło się trochę przetasowań, szczególnie w klasie 6 psów – techniczna trasa dawała możliwość, po ‘zapoznaniu’ się z nią pierwszego dnia, do nadrobienia cennych sekund. Trzeci dzień zawodów przyniósł wreszcie śnieg. Od rana na trasie pracował skuter przygotowując ją do pierwszych startów. Niestety, szerokość trasy znacznie się zmniejszyła, co sprawiało trudności przy wyprzedzaniu. Oczywiście, trasa wymagała również lepszego przygotowania siłowego psów, za to mniej techniki od zawodników. Dla dwójki naszych reprezentantów te warunki okazały się sprzyjające – Michał Świderski i Agnieszka Rychwalska podskoczyli o 2 lokaty w klasie 4 psów. Końcowe wyniki, wraz z międzyczasami, można znaleźć na stronie organizatora. Ekipa sędziowska, z Nilsem Finsrudem na czele, spisała się świetnie i w trakcie całych zawodów obyło się bez większych interwencji i protestów – prawdopodobnie ze względu na niewielką liczbę zawodników, sędziowie byli dosyć łagodni w swoich decyzjach. Tam gdzie należały się nieliczne upomnienia, kończyło się na reprymendzie na spotkaniach kapitanów ekip. Jednego zawodnika ukarano dyskwalifikacją za start z niezgłoszonym psem. Polscy zawodnicy sprawowali się wzorowo i nie było na nich żadnych skarg. Mistrzostwa były dla nas bez wątpienia ciekawym doświadczeniem, zarówno ze względu na możliwość ścigania się z najlepszymi, jak i okazję nawiązania kontaktów i do poznania metod treningowych stosowanych w Norwegii, Szwecji czy Niemczech.
Po wiosennej czwartkowej pogodzie pierwszy dzień zawodów przywitał nas porannym mrozem. Nawierzchnia trasy, nadtopiona wieczorem, zamarzła i zamiast miękkiego, ciężkiego śniegu, którego wszyscy się spodziewali, trasa była zmrożona, pokryta nieprzyjemnymi dla psich łap ostrymi grudami. Od rana panowało więc niezłe zamieszanie – ściągano założone wieczorem na ślizgi smary i dobierano nowe, a większość zawodników ubierała psy w odpowienie buty. Trasa, jak można było się spodziewać, była niezwykle szybka, do tego kręta i wymagała od startujących dobrej techniki jazdy. Na szczęście była dobrze oznakowana i przygotowana. Średnie prędkości odpowiednie do warunków - wśród najlepszych wahały się od ok 25km/h w średnim dystansie do 33km/h w klasie 4 psów. Najlepszą lokatę wśród ekipy polskiej uzyskał po pierwszym dniu Michał Świderski w klasie sprint 4 psy, który uplasował się na 10 miejscu. Wszyscy nasi zawodnicy zmieścili się w limicie czasu i zakwalifikowali do finału. Mimo, że prognoza podgody zapowiadała na noc i ranek opady śniegu, niestety sobota okazała się również mroźna i bezśnieżna. Kilka załóg nie wystartowało drugiego dnia - można się tylko domyślać, że przyczyną były pokaleczone psie łapy. Po drugim dniu czołowe pozycje wciąż obsadzone były przez faworytów (Uwe Radant w klasie 4 psów, Hege Ingebritsen 8 psów czy Rudi Roperts w klasie nielimitowanej), jednak pojawiło się trochę przetasowań, szczególnie w klasie 6 psów – techniczna trasa dawała możliwość, po ‘zapoznaniu’ się z nią pierwszego dnia, do nadrobienia cennych sekund. Trzeci dzień zawodów przyniósł wreszcie śnieg. Od rana na trasie pracował skuter przygotowując ją do pierwszych startów. Niestety, szerokość trasy znacznie się zmniejszyła, co sprawiało trudności przy wyprzedzaniu. Oczywiście, trasa wymagała również lepszego przygotowania siłowego psów, za to mniej techniki od zawodników. Dla dwójki naszych reprezentantów te warunki okazały się sprzyjające – Michał Świderski i Agnieszka Rychwalska podskoczyli o 2 lokaty w klasie 4 psów. Końcowe wyniki, wraz z międzyczasami, można znaleźć na stronie organizatora. Ekipa sędziowska, z Nilsem Finsrudem na czele, spisała się świetnie i w trakcie całych zawodów obyło się bez większych interwencji i protestów – prawdopodobnie ze względu na niewielką liczbę zawodników, sędziowie byli dosyć łagodni w swoich decyzjach. Tam gdzie należały się nieliczne upomnienia, kończyło się na reprymendzie na spotkaniach kapitanów ekip. Jednego zawodnika ukarano dyskwalifikacją za start z niezgłoszonym psem. Polscy zawodnicy sprawowali się wzorowo i nie było na nich żadnych skarg. Mistrzostwa były dla nas bez wątpienia ciekawym doświadczeniem, zarówno ze względu na możliwość ścigania się z najlepszymi, jak i okazję nawiązania kontaktów i do poznania metod treningowych stosowanych w Norwegii, Szwecji czy Niemczech.